- Co to za dziewczyna Well? - zapytała. Miała sympatyczny głos który w ogóle nie współgrał z jej podejrzliwym wyrazem twarzy.
Blondyn wstał z kanapy i podszedł do zmarłego 'przyjaciela'. Stanął jednak oko w oko z Karai.
- Andrea spokojniej. Kim jesteś? - zapytał patrząc w błękitne oczy dziewczyny.
- Jestem Karai. Córka... - nie dokończyła bo poczuła szarpnięcie. Ktoś ją trzymał i przykładał pistolet do czoła. - Co to ma być!? - pisnęła zdezorientowana.
- Idziesz na zakładniczkę. - rzuca szarooki. Rudowłosa zmierzyła go zabójczym spojrzeniem, jednak nie skomentowała tego i stała patrząc na całą sytuację z dezaprobatą.
- Chce wam pomóc! Ten ślub nie leży również w moim interesie! - syczy, a jej wygląd szybko się zmienia z ludzkiego w diabelski. - Ojciec mnie do niego zmusza. Gdyby to zależało ode mnie nie poślubiła bym kogoś kogo nie znam i nie kocham.
Blondyn zrobił zdziwioną minę.
- Myślałem że pójdzie trudniej. - przyzna je jednak nie odsuwa pistoletu.
- Mógłbyś w takim razie to odłożyć? - pyta i odrzuca jego rękę na bok. Ona jednak wraca na swoje miejsce.
- Mógłbym, ale z tym czuję się bezpieczniej.
- Ale ja nie! - krzyczy już zirytowana.
- A więc co chcesz zrobić? - wtrąca się ruda z wymalowanym na twarzy zażenowaniem.
- Przyłożyć mojemu ojcu w ryj. - mówi spokojnym tonem księżniczka piekła. Luke odkłada pistolet.
- Podejrzewam że się dogadamy. - rzuca z uśmiechem. - Chcę uratować przyjaciela. Co proponujesz, aby przyjebać ojcu? - pyta i siada na sofie.
- Prowokacja. Mój ojciec nienawidzi wszelkiego rodzaju sprzeciwu. Zabijanie diabłów, zesłanników. Najbardziej wkurwiło by go zabicie arcyksiążąt, ale od nich wara. - rzuca.
- Dlaczego niby mamy oszczędzać najgorsze? - zapytała Andrea.
- Ponieważ to ojcowie moich przyjaciółek. Arcyksiężniczek Wody, Ognia i Nieśmiertelności. Jest jeszcze dwóch Arcyksiążąt. Ziemi i powietrza. Z nimi jednak radzę nie zadzierać. Są zbyt potężni dla ciebie. Polecam zabić jednak szeryfów poszczególnych części miasta. Kiedy oni znikną wszystko się rozpęta. Skazańcy będą robić co im się podoba. Mój ojciec straci kontrolę. Ponad to będzie szukać mnie. Nie ogarnie tego chaosu i kiedy będziecie gotowi zaprowadzę was do pałacu i zabierzemy stamtąd prezydenta. - wyjawia swój plan.
- Mi pasuje. Czuję że się dogadamy. - rzuca Andrea z przyjaznym uśmiechem.
- Nie brataj się z córką wroga. - rzuca Luke i wywraca zirytowany oczami. - Z z resztą. Rób co chcesz. - pomachał ręką i poszedł do pokoju.
- Nie przejmuj się. Zawsze narzeka kiedy coś nie idzie po jego myśli. Jest jednak z nas wszystkich najbardziej... - zaczęła się zastanawiać nad doborem właściwego słowa. - ...uczynny. Tak to odpowiednie słowo. - rzuca zadowolona z siebie.
- Wierzę ci na słowo. Co powinniśmy robić? - pyta ciemnowłosa.
- Najpewniej czekamy aż pan foch się ogarnie, a Well sprowadzi sojuszników. No wiesz Czarnobrody, Szekspir, Dracula, i paru naszych znajomych. - potakuję. - Ale na razie pokażę ci pokój, bo skoro zwiałaś powrót do domu nie jest na miejscu nie uważasz?
- Dokładnie. - przyznaję jej rację i idzie obok długim i krętym korytarzem.
- Wiem coś o tym. - demonica patrzy na nią zdziwiona. - No wiesz... Wiałam często. Nie chciałam mieć nic wspólnego z rodziną zastępczą bo moi rodzice mnie nie chcieli. W wieku 16 lat miałam już dziarę i kontakt z narkotykami. Kiedy dowiedziałam się o Świętych postanowiłam dołączyć. Było jednak kilka zasad które musiałam spełniać, a w tym brak trawki. O dziwo nie trudno było mi rzucić. Okazało się również że jestem świetną informatyczką i matematyczką. W ten sposób zostałam Świętą. Wiem że wszyscy mówią że jesteśmy jebaną mafioską grupką, ale zauważ że niszczymy terrorystów sami się nimi stają. A dziś... Jesteśmy ostatnimi ludźmi na całym świecie przez głupiego kosmitę! Szkoda tylko że to Damon go zajebał, bo gdybym ja dostała tamtego sukinkota w swoje ręce to by skończył gorzej niż z wyrwanym kręgosłupem. - warczy, aż nagle jej nastrój zmienia się niesamowicie. - A ty jak bardzo miałaś przejebane w życiu? - pyta z lekkim uśmiechem.
- Nie znałam matki. Do 120 roku życia nikt mnie nie odwiedzał. W waszym systemie wiekowym miałam 12 lat, a wolniej zaczęłam się starzeć od 9 roku życia. Ale nie ważne. Jak powiedziałam nie znałam matki nikt mnie nie odwiedzał. Byłam samotna. Mimo iż miała tyle rzeczy i zabawek ile chciałam i tak czułam się samotna. Na szczęście dogadywałam się z ojcem i to też do czasu kiedy przyszedł czas w którym powinnam się ożenić.
- Z tego co mówisz twoje życie było bardziej przejebane. Podejrzewam że gdybyś urodziła się na ziemi były byśmy przyjaciółkami. Może była byś Świętą. Fioletową świętą. - dodaje z lekkim uśmiechem, a Karai patrzy na nią z pytaniem wymalowanym na twarzy. - Bo wiesz. Biel i fiolet są czymś w rodzaju naszym znakiem rozpoznawczym. Osobiście wolała bym zieleń i czerń, ale nie ja jestem szefem. - wyjaśnia i otwiera przede mną drzwi.
Brunetka wchodzi do środka. Pokój w którym się znajduję ma dwa łóżka i czarne meble, na które składają się dwie etażerki przy łóżkach, dwie dużych rozmiarów szafy, skórzana sofa i telewizor plazmowy na ścianie. Ponad to znajdują się jeszcze dwie pary drzwi, po za tymi przez które weszły dziewczyny. Córka króla piekła patrzy na rudą z oczekiwaniem. Ta jedynie kiwa głową. Dziewczyna rzuca się biegiem do pierwszych drzwi. Za nimi znajduje się biała łazienka z ogromną wanną, prysznicem i srebrną toaletą.
Jeszcze szybciej podrywa się do drugich drzwi. Otwiera je delikatnie, aby zbudować napięcie. Za drzwiami znajduje się strzelnica z różnymi typami broni. Czarnooka z zachwytem patrzy na karabin snajperski.
- AWP? - pyta ruda i zdejmuje snajperkę. - Lekka, półautomatyczna, z tłumikiem, mały magazynek, na jeden nabój... - zaczyna przyglądając się jej. - Niezła, ale zostanę przy swoim. - rzuca i odkłada broń. Sięga po normalny karabin. - AK 47. Najlepsza broń jaka moim zdaniem powstała. Lekka, automatyczna, średniego rozmiaru magazynek, ale jednak bez tłumika. Mimo wszystko to jedna z najlepszych broni, no poza tym AWP które pokazałaś. Ja jednak za cholerę nie potrafię z tego strzelać. - przyznaje. Karabin również odkłada na swoje miejsce i patrzy na sojuszniczkę. - Chciała byś może się nauczyć strzelać? Ja i Luke jakoś dajemy radę, ale nie powiem, bo przydała by nam się jeszcze jedna osoba do pomocy. - wyjaśnia.
- Oczywiście że chce się nauczyć strzelać! - rzuca brunetka.
- Okay. Zanim jednak zaczniesz chodzić z nami na misję musisz umieć posługiwać się trzema brońmy, nie licząc noża, lub miecza, w ostateczności katany. Na pewno musisz umieć używać M4A4. - mówi i zdejmuje z półki jeden z karabinów. Podaje go do rąk księżniczce piekła. Jest ciężki jednak brunetka spokojnie go trzyma w rękach. - Spory magazynek, tłumik, automat, ale ciężki. Nie za łatwo się z niego strzela, ale łatwo się zabija. - tłumaczy. Zabiera czarnookiej broń i kładzie ją na stół. Kolejny podnosi pistolet. Znowu podaje go brunetce która stwierdza że jest lekki. - Co powiesz na jego temat? - zapytała zielonooka zadziwiając dziewczynę która przypatruje się broni.
- Lekki, mały magazynek... Automatyczny? - ruda kiwa głową. - Z tłumikiem?
- Nie. Każdy pistolet małego kalibru nawet bez tłumika dobrze strzeli. - wyjaśniła. - Trzecią broń musisz wybrać sama. - wyjaśnia, a brunetka bez zastanowienia sięga po AWP które spodobało jej się wcześniej.
- Andrea. Jaką broń dodatkową wybrał Luke? - zapytała z ciekawością. Ruda uśmiechnęła się. Zdjęła jeden z karabinów.
- M4A1 które pieszczotliwie nazwał Paulinkom. Jest ciężka, ale ma spory magazynek, jest zaopatrzona w tłumik i pół automatyczna. Cudo, ale jak na mój gust jest dla mnie za ciężka. - wyjaśnia i podaje ją koleżance, pod którą uginają się z ciężaru ręce. - Widzisz? - pyta i odkłada broń na miejsce. - Chcesz spróbować strzelić z AWP? - pyta, a czarnooka kiwa głową. - Zanim jednak to zrobisz przyjrzyj się mi.
Drogie Fumetsu, Mizu i Kasai!
Obiecałam pisać więc piszę. Nie byłam przekonana do tych ludzi, ale naprawdę nie są źli. Andrea jest naprawdę w porządku. Nie wiem jednak co myśleć na temat Luka. Wydaje się dobry, ale wiem że jeżeli bym zdradziła nie zawahałby się mnie zabić. Myślę że to jednak spowodowane jego przyjaźnią z prezydentem. Z opowieści Winchester wynika że byli dla siebie jak bracia. Polubiłam ją. Ponad to poznałam dziś sporo broni palnej i muszę przyznać że mi się podoba.
Mam do was prośbę. Uważajcie na ojców, aby nie wchodzili w drogę tym śmiertelnikom. Mimo iż obiecali mi że ich nie zabiją nie potrafię im zaufać w tej sprawie. Uczę się również strzelać z broni palnej i może im pomogę w tym wszystkim.
Czekam na waszą odpowiedź
Karai