Po godzinnej kąpieli wyszła z wody i zaczęła zakładać czerwoną spódnice i czarną bokserkę. Na nogi włożyła czarne szpilki. Pomalowała się delikatnie i wyszła z łazienki. W pokoju czekał już na nią ojciec. Jak zwykle miał na sobie czarny garnitur. Jego skóra podchodziła pod odcień bladej czerwieni. Miał czarnego koloru włosy i oczy. Na twarzy były widoczne zmarszczki i na głowie ogromne rogi. Była to jego wpół ludzka postać. Karai nie opanowała aż do takiej perfekcji mieszania oblicz.
- Kasai. - zaczął, ale nie dokończył przyglądając się córce. - Dlaczego jesteś w tej obrzydliwej skórze. Twe diabelne oblicze jest o wiele ładniejsze. - rzuca. Dziewczyna rozumiejąc co miał na myśli ojciec od razu zmienia wygląd. - Tak lepiej. Chciałem cię poinformować że zaproszenia zostały rozesłane. Twoje wesele odbędzie się za tydzień. - to wstrząsnęło młodą demonicą.
- Za tydzień!? To za wcześnie! A jeżeli w ogóle nie powinno dojść do tego ślubu! Nie kocham Damona! - krzyczy ze złością, a jej skrzydła odlatują lekko do tyłu zdradzając napięcie. Szatan przygląda jej się z bez akceptacji jednak pozwala jej dokończyć. - Nie powiem bo jest przystojny, ale nie dla mnie! Moje serce nigdy go nie zaakceptuję! - zaczęła się sprzeciwiać i chodzić po pokoju.
-Wyjdziesz za niego. - rzucił król demonów i zaczął iść w stronę drzwi.
- Nie poślubię go! Nie zmusisz mnie! - krzyknęła sfrustrowana.
Demon odwrócił się od drzwi w pełnej krasie. Nawet nie próbował kryć tego jak bardzo jest wściekły. Podszedł do Karai która nie miała zamiaru przerosić lub się wycofać. Nagle poczuła popchnięcie i zanim się zorientowała znalazła się na podłodze. Dopiero teraz jej mózg przeanalizował wszystko. Była zszokowana że ojciec ją uderzył.
- Uważaj bo poznasz Szatana gorszego jakim go malują. Powinnaś się już dawno nauczyć że nie wolno podważać moich decyzji! Wyjdziesz za niego! - wrzeszczy i znika w czarnych płomieniach.
- Nigdy. - szepcze sama do siebie i nagle spostrzega na podłodze skrawek gazety i zaczyna czytać na głos. - Od tygodnia nasze Piekło terroryzuje dwoje śmiertelników. Luke Duncan i Andrea Winchester. Są jedni z nielicznych przedstawicieli ziemi i członkami Świętych. Grupy terrorystycznej która przejęła Ziemię kiedy ta jeszcze istniała. Przybyli najpewniej po Damon'a Vorn'a porwanego przez naszego władcę i zmuszonego do ślubu... - był to początek artykułu. Tyle jednak jej wystarczyło. Na zdjęciu które się znajdowało obok opisu widniała zielonooką, rudowłosą dziewczynę trzymającą w rękach pistolet. Wyglądała na około 20 lat nie mniej nie więcej. Obok niej stał na pierwszy rzut oka wysoki mężczyzna o ciemnych blond włosach, szarych oczach i szerokich barkach. Przez jego rękę przebiegały świecące fioletowe żyłki.
Po pokoju rozległ się dźwięk pukania i skrzypienie drzwi.
- H... hej? - wychyliła się nieśmiało Fumetsu.
- Cześć. Wchodź. - uśmiechnęła się głupawo Karai.
- Jak tam? - zamyka za sobą drzwi i od razu znajduję się przy przyjaciółce.
- Zaraz stąd spieprzam. - wyjaśnia i wyjmuje z pod łóżka mały plecaczek do którego wkłada parę rzeczy. - A ty mi w tym pomożesz. - wyjaśnia.
- Ehh. Karai myślisz że to się uda? - pyta lekko zirytowana.
- Tak. - rzuca i pokazuje przyjaciółce kawałek artykułu który znalazła.
- Tak, ale pomyśl o konsekwencjach kiedy cię złapie ojciec. - zaczyna tłumaczyć z troską w głosie.
- Nie. On przesadził. On mnie uderzył Fumetsu. Zmusza mnie do czegoś czego nie chcę. On stoi na drodze mojego szczęścia od zawsze! Byłam dobrą córką, ale dość! Nie wyjdę za mąż! - wyraża swoje zdanie i rzuca wściekłe spojrzenie przyjaciółce.
- Wybacz. Chciała bym powiedzieć, że dobrze cię rozumiem, ale wiesz jak u mnie jest. Choć nie zazdroszczę. - przytula mocno ukochaną koleżankę i głaszcze po plecach. - Zawszę ci pomogę.
- Dziękuję. Chodzi o to że nie znam piekła. Ponad to nie wiem gdzie ten cały Luke się znajduje, a ty szybko do tego dojdziesz.
- Okey. Masz wszystko?
- Jeszcze wezmę kosmetyczkę i możemy ruszać. - rzuca i wchodzi do łazienki z której zabiera wszystko co uważa za potrzebne i wchodzi do pokoju z plecakiem na ramionach. - Wylecimy oknem. Nie mogę ryzykować że ojciec spodka mnie w zamku. Poza tym nie wiem którędy do wyjścia. Myślisz że moje skrzydła wytrzymają? Rzadko latam. - tłumczę.
- Mogą być małe problemy, ale chyba dasz radę. Jak coś będę cię łapać. - uśmiecha się przyjaźnie.
- Dziękuję ci. Jesteś najlepsza na świecie. - rzuca i przytula Nieśmiertelną. - Podejrzewam że później nie będzie okazji dlatego mówię ci od razu. Powiedz Mizu i Kasai żeby jakoś trzymały arcyksiążąt w ryzach. Ta dwójka śmiertelników najpewniej zaatakuje też ich, a ja nie mogę pozwolić, aby ucierpieli inni. Ty również postaraj się to zrobić ze swoim ojcem. - wyjaśnia ciemnowłosa.
- Obiecuję. - zapewnia.
- Dziękuję. Ty powinnaś obserwować ich na bieżąco. jak myślisz gdzie są? - pyta zdyszana księżniczka piekła.
- Niedaleko. Tak mi się wydaje.
- To dobrze, bo nie jestem przyzwyczajona nawet do małych dystansów. - stwierdza prawdziwie.
- Wiem, wiem. W pokoju niezbyt miałaś jak latać.
- Latałam trochę pod oknem, ale nie daleko bo zawsze mógł wejść ojciec, a wiesz że nie pozwala mi latać dalej niż trzy metry od okna.
- Twój ojciec jest dziwny. - stwierdza.
- Wiesz że jest zaborczy. Traktuje mnie jak ulubioną zabawkę którą nikt nie może się bawić. - tłumaczy ze smutkiem w głosie. - Jednak sądzę że musiał mieć jakiś powrót żeby mnie ukryć przed światem.
- Może się po prostu martwi jak każdy ojciec?
- Ale bez przesady. To chore. Twój ojciec również się o ciebie martwi i pozwala ci wychodzić z domu! Poza tym ty znasz swoją matkę, a ojciec próbuje przede mną zataić jej istnienie.
- Widocznie coś jest na rzeczy że się tak zachowuje.
- Właśnie do tego jesteś mi jeszcze potrzebna. Mogła byś o to popytać rodziców? Może oni coś o niej wiedzą. Może ona... Odeszła od ojca. Albo on ją zabił. Nie zdziwiła bym się.
- Popytam, ale nie obiecuję że cokolwiek się dowiem.
- Jesteś świetna. - posyła jej uśmiech i przyśpiesza. - Daleko jeszcze? Zaraz mi opadną skrzydła!
- Jeszcze kawałeczek. - zapewnia uśmiechając się do niej ciepło.
- Mam nadzieję. - wzdycha i również odwzajemnia uśmiech. - Co myślisz o tym całym Luku i tej Andrei?
- Nie wiem. Są... Odważni?
- I głupi. Kto normalny zadziera z Szatanem dla jednego człowieka? Chociaż mi to na rękę to i tak ich głupota mnie poraża.
- No właśnie to są ludzie tego nie ogarniesz.
- Masz rację. - przyznaje. - Nie dziwię się że są na wymarciu. - rzuca już poważnie.
- To tutaj.
Dziewczyna patrzy na ogromny budynek o nazwie "Alfa". Widać że jest to wieżowiec biznesowy.
- Wow. Wiedzą gdzie się zatrzymać. Wejdziesz ze mną?
- Chcesz tego?
- Nie wiem. Z jednej strony wiem że muszę to zrobić sama, a z drugiej nie wiem jak zareaguję i się boję. Nigdy nie prowadziłam dyskusji na temat 'interesów'. - tłumaczy lekko się stresując.
- Idź będę czekać przed wejściem.
- Nie sądzisz że będzie to dziwnie wyglądać? I tak już ludzie na nas patrzą. Większego zainteresowania nie potrzepujemy. Może pójdź do Mizu i Kasai. Wyjaśnij im wszystko. Nie wrócę do pałacu i ojciec będzie mnie szukać. Powiedz że wyleciałyśmy razem, i cię zostawiłam w tyle, a od dziś unikaj z dziewczynami tego miejsca bo ojciec może zrozumieć o co chodzi. Napiszę do was przeklęte wiadomości. Tak będziemy się porozumiewać przez jakiś czas. - zakończyła monolog. Przez sekundę panowała głucha cisza którą Kasai przerwała. - A więc... Do zobaczenia później... - rzuca i przytula koleżankę.
- Pisz często. Zobaczymy się jeszcze? - pyta z lekki smutkiem, mocno przyciskając do siebie Karai.
- O co pytasz!? Oczywiście że tak. Kiedy tylko Winchester i Duncan odbiją swojego prezydenta wracam do pałacu. - tłumaczy i uśmiecha się ciepło.
- Do zobaczenia więc.
- Do zobaczenia. - kończy przytulasa i patrzy jak koleżanka odlatuje.
Patrzy na masywne przeszklone drzwi. W końcu je pchnęła. O blat opierał się wysoki blondyn o kręconych włosach koloru brudnego blondu i błękitnych oczach.
- W czym mogę pomóc panience? - zapytał z uśmiechem.
- Szukam Luka Duncan'a i Andrei Winchester. To ważne. - tłumaczę.
- Sojusznik, czy wróg? - zapytał podejrzliwie. Ciemnowłosa wywróciła oczami. I walnęła otwartą ręką o blat.
- Sojusznik. -rzuca szczerze.
- Choć za mną. - rzuca i idzie w stronę windy. Kiedy w niej są odzywa się ponownie. - A tak właściwie jestem Well. - dodaje i jest cicho dopóki winda nie staje.
Cudo *o* Kiedy dalej ?
OdpowiedzUsuńDziękuję ci bardzo :) NN pojawiać się będą nieregularnie, ale postaram się je wrzucać w przeciągu, dwóch, trzech tygodni :c
UsuńNo spoko, powiadamiaj mnie kiedy będą dodawane <3
OdpowiedzUsuńChcę więcej. Duuuużo więcej. <3
OdpowiedzUsuń